Niewygodne fakty

Thomas Jefferson był zagorzałym wrogiem handlu niewolnikami i… sam sprzedawał ludzi

ADVERTISEMENT

Jefferson, radykał, który w Deklaracji Niepodległości oznajmił, że wszyscy ludzie są równi, a Stwórca wyposażył ich w prawo do „życia, wolności i dążeniu do szczęścia”, oraz właściciel niewolników, który napisał, że jednego z kilkudziesięciu niewolników kazał „bezlitośnie wychłostać w przytomności dawnych towarzyszy”, to jedna i ta sama osoba. Orędownik Wolności, który po wielokroć wygłaszał płomienne potępienie niewolnictwa i wzywał do jego likwidacji, był jednocześnie przekonany, że Murzyni są rasą niższą, pisał o ich rozrodzie i chowie tak, jakby byli oni częścią  „środków trwałych”; nigdy też nie zaprzestał wykorzystywania (z niemałą dla siebie korzyścią) należących do niego, wspomnianych 180 do 200 ludzkich składników majątku ruchomego oraz ich potomstwa, których przymusowa praca była wszak źródłem bogactwa i uprzywilejowanego statusu Jeffersona jako właściciela plantacji w Wirginii. Dwulicowość  oraz obłudę Jeffersona trafnie i dosadnie opisał historyk William Cohen:

Był szczerym i zagorzałym wrogiem handlu niewolnikami i jako taki sprzedawał ludzi, kiedy sam uznał to za konieczne. Stał na stanowisku, że wszyscy bez wyjątku mają prawo do życia i wolności, niemniej ścigał niewolników, którzy poprzez ucieczkę ośmielili się skorzystać z tychże przysługujących im praw. Uważał, że niewolnictwo jest moralnie i politycznie naganne, ale nie przeszkodziło mu to być autorem regulacji prawnych dotyczących niewolnictwa i niewolników, które obowiązywały w jego rodzinnym stanie, a w roku 1819 przeciwstawił się próbom ograniczenia dalszego umacniania niewolnictwa jako instytucji. Twierdził, że jedna godzina niewolnictwa jest rzeczą gorszą aniżeli wieki brytyjskiego ciemięstwa, a jednocześnie wypowiadał się w sprawie rozrodu niewolników, posługując się przy tym de facto taką samą terminologią i kategoriami rozumowania, jakie stosuje się w odniesieniu do hodowli psów oraz koni.

Jefferson, Washington i Madison, prawdziwa „święta trójca” Ojców Założycieli, są doskonałym przykładem „sprzeczności postawy tych patriotów, a zarazem właścicieli niewolników, którzy tak bardzo obawiali się, że mogą stać się „brytyjskimi niewolnikami”. Najtrafniej i najlakoniczniej sprawę tę podsumował Samuel Johnson w sławnej odpowiedzi dotyczącej kwestii „tyranii opodatkowania bez reprezentacji”, której adresatem był Kongres Kontynentalny: „Mówi się, że uległość Amerykanów może skutkować pomniejszeniem naszych wolności i swobód. (…) Skoro niewolnictwo śmiertelnie jest zaraźliwe, dlaczego największy krzyk o wolność podnoszą poganiacze niewolników”.

REKLAMA / Advertisement

Wcześniej, tym samym „poganiaczom niewolników” sen z powiek spędzała ta oto perspektywa, że królewscy prawnicy i gubernatorzy uwolnią niewolników, aby w ten sposób ich sobie pozyskać, wcielić do wojska i użyć przeciwko radykałom z kolonii. W roku 1772 niewolnik, zabrany przez swojego pana do Anglii, podał go do sądu, wygrał sprawę i odzyskał wolność. Wyrok w tej sprawie wydał Najwyższy Sędzia Anglii i Walii William Mansfield, który stwierdził, że parlament nigdy nie zatwierdził niewolnictwa w koloniach i dlatego „żaden sąd nie może zmusić niewolnika do podporządkowania się porządkowi, który go wolności pozbawia”. Orzeczenie to przeszło do annałów sądownictwa jako sprawa Somersetta i skutkowało falą petycji nadsyłanych przez niewolników ze stanu Massachusetts domagających się objęcia nim całej kolonii. Trzy ze wspomnianych  petycji wystosowali niewolnicy z Bostonu; oprócz tego jedna z nich została wysłana do legislatury  stanowej, kolejna zaś do Thomasa Gage’a, gubernatora wojskowego i naczelnego dowódcy sił brytyjskich. Niewolnicy nazywają w niej samych siebie „durzą [błąd celowy – przyp. tłum.] liczbą czarnych z Prowincji” i piszą dalej:

My, jak wszyscy inni ludzie mamy naturalne prawo do naszych wolności bez bycia ich pozbawianymi przez naszych bliźnich, gdyż urodzili się my wolnymi ludziami i rzadną ugodą ani umową ani niczym takim nie zrzekliśmy się tego Błogosławieństwa. Mimo to niesprawiedliwie okrutną ręką władzy odciągani jesteśmy od naszych najdroższych przyjaciół, a ćma nas od pierwsi naszych czułych Rodziców jako i z Ludnego Miłego nam oraz bogatego kraju uprowadzona została i sprowadzona tutaj, aby dożywotnio zrobić z nas niewolników w chrześcijańskiej ziemi. Przeto odartymi jesteśmy ze wszystkiego, co może życie choćby i tylko znośnym czynić, słodkich więzi między mężem i żoną nie znamy. (…) Dzieci nasze także nam się przemocą odbiera i wysyła gdzieś mnóstwo mil od nas. (…) Dlatego gożkim jest nasze życie”

Abigail Adams napisała do Johna Adamsa list, aby dać wyraz swoim obawom związanym ze „spiskiem Murzynów”, którzy „Sporządzili petycję do gubernatora, informując go, że będą dla niego walczyli, o ile da im broń do ręki i przyrzeknie, że da im wolność jeśliby zwyciężył”.

Także w pozostałych koloniach czarni zaczęli domagać się zlikwidowania niewolnictwa. I tak na przykład, w Wirginii gubernator, lord Dunmore, niedługo po tym jak jesienią 1773 roku wydał deklarację, w której obiecał niewolnikom wolność, jeśli staną w obronie Korony, musiał szukać ucieczki na pokładzie brytyjskiego okrętu zacumowanego w pobliżu Yorktown. Wirgińska legislatura (która rychło przekształciła się w rewolucyjną Izbę delegatów) napiętnowała dunmorelowski „spisek, najbardziej diaboliczny (…), aby dać wolność naszym Niewolnikom i zwrócić ich przeciw ich Panom”. W grudniu 1776 roku właściciel niewolników George Washington zwrócił się do legislatury Massachusetts w sprawie „zagrożenia, z jakim obecnie mamy do czynienia, kiedy to nasi Wrogowie z bezprzykładną wręcz bezwzględnością toczą wojnę; kiedy wezwali [na pomoc] obcych najemników, a Niewolników i Dzikusów podburzyli, żeby na broń przeciwko nas pochwycili.

ADVERTISEMENT

Ludność niewolnicza w koloniach „zaczęła upatrywać w przybyciu brytyjskiego wojska okazji do wyzwolenia”, a „zarówno czarni jak i biali zajęli się wypatrywaniem wyraźnej relacji między siłami brytyjskimi i wyzwoleniem niewolników”. W Wirginii, po ogłoszeniu proklamacji Dunmore’a czarni żołnierze służący w brytyjskich regimentach uczestniczyli w potyczce zakończonej porażką kolonistów i pojmaniem ich dwóch pułkowników. Jakiś czas wcześniej właściciel niewolników Madison, przewidując tenże rozwój wypadków, w takich oto słowach zwierzył się był Williamowi Brandfordowi:

Jeżeli między Ameryką i Brytanią dojdzie do wrogiego rozłamu, obawiam się,że pośród niewolników prawdopodobnie nawoływać się będzie do Powstania. Niedawno kilku z tych nieszczęsnych nędzników zebrało się i wybrało sobie przywódcę, który ma poprowadzić ich, kiedy przybędzie brytyjskie wojsko, co w ich niedorzecznym mniemaniu nastąpić ma bardzo szybko, a za zbuntowanie się będą nagrodzeni wolnością. Ich zamiary rychło zostały odkryte i przedsięwzięto odpowiednie środki ostrożności, żeby zapobiec szerzeniu się tego niebezpieczeństwa.  (…) Roztropność nakazuje, aby tego rodzaju dążenia w tajemnicy zachować i w zarodku je tłumić.

Perspektywa tego, że niewolnicy staną po stronie Korony, aby walczyć o swoją wolność, kolidowała wyraźnie z „duchem roku 1776”. I oczywiście odnosiło się to również do niewolników niezbędnych dla uprawnienia liczącej pięć tysięcy akrów plantacji należącej do Jeffersona, a także i tych, którzy zbudowali (i wielokrotnie przebudowywali) jego rezydencję w Monticello nabytą przez niego, kiedy „cierpiał” był przecież w kajdanach nieznośnej tyranii króla Jerzego III. W Deklaracji Niepodległości, w miejscu, w którym zarzucono brytyjskiemu monarsze, że „wzniecał on wewnętrzną rebelię wśród nas”, miano na myśli rewoltę niewolników. Sindey Kaplan oględnie napisał, że Deklaracja „jako oskarżenie monarchy o podburzanie ludzi zniewolonych i uciskanych, aby zabiegali oni o swoją wolność u rewolucjonistów, którzy wolności właśnie się domagają, jest chyba dwojako niekonsekwentna”. Duch roku 1776 w sumie jednak był zgodny z duchem Konstytucji Karoliny autorstwa Johna Locke’a, która stanowiła, że angielski właściciel niewolników w Ameryce „będzie miał absolutną władzę i zwierzchnictwo nad swymi murzyńskimi niewolnikami”.

Pięćdziesiąt osiem lat po ogłoszeniu Deklaracji Niepodległości senator Jefferson Davis z Missisipi, późniejszy prezydent Skonfederowanych Stanów Ameryki, w przemówieniu pożegnalnym wygłoszonym w Senacie Stanów Zjednoczonych Ameryki, w przemówieniu pożegnalnym wygłoszonym w Senacie Stanów Zjednoczonych, przypomniał swoim kolegom senatorom, że Ojcowie Założyciele wykluczyli własnych niewolników spod mocy obowiązywania „wspaniałych zasad” ujętych w Deklaracji, która „nie zawiera żadnej wzmianki  o niewolnikach; a ponadto, dlaczego w zarzutach wysuwanych przeciwko Jerzemu III znalazł się także i ten, że czynił on dokładnie to samo, co czyni dziś Północ, czyli wznieca rebelię wśród naszych niewolników? I dlaczego zaliczono to do poważnych przestępstwa, które sprawiły, że kolnie postanowiły zerwać dotychczasowe związki z krajem-matką?”. W rozdziale 11 wykażemy, że secesja Południa, przedstawiana przez jego przywództwo jako druga rewolucja amerykańska, umotywowana była tym samym lękiem i obawą przez zbrojnym buntem niewolników i odzyskaniem przez nich wolności.

Mitologia amerykańskiej rewolucji wymaga tego, aby hipokryzja właścicieli niewolników, a zarazem „apostołów Wolności” – zakłamanie dostrzeżone i piętnowane przez ich współczesnych – została wymazana z oficjalnej  narracji dotyczącej Wolności; dokładnie to samo radził uczynić Madison, który zalecał zatajać fakt dławienia wszelkich rebelii niewolników mających nadzieję, że wyzwolą ich Brytyjczycy. Taka jest właśnie przyczyna jawnego oszustwa, jakim jest umieszenie na pomniku Jeffersona krótkiego zdania zaczerpniętego z jednoznacznej deklaracji, którą zawarł w swojej autobiografii. Głosi on: „Nic nie jest dobitniej zapisane w księdze przeznaczenia, aniżeli to, że ludzie ci [niewolnicy] mają być wolni”. Twórcy pomnika z rozmysłem i dla podtrzymania fałszywej legendy pominęli słowa, które Jefferson napisał bezpośrednio po tym właśnie zdaniu:

Równie pewnie jest jednak, że te dwie rasy nie mogą żyć w jednym państwie. Przyrodzone im obyczaje i przekonania nakreśliły między nimi linie nieusuwalnych podziałów. Nadal jest w naszej mocy pokojowo kierować procesem emancypacji i deportacji, czyniąc to na tyle niespiesznie, aby to zło zostało usunięte niezauważalnie, a ich miejsce pari passu zajęli wolni, biali robotnicy”.

fragment książki Christophera Ferrary „Wolność, bóg, który zawiódł – tom I” 

ADVERTISEMENT