Homolobby

Szczęśliwa „tęczowa rodzina”? Nic takiego nie istnieje

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej: Art. 18. Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Lobby homoseksualne nie jest żadnym mitem. Lobby to jest świetnie zorganizowane i zinstytucjonalizowane, a polskie państwo nie ma wypracowanych skutecznych narzędzi, aby bronić się przed tym, niszczącym porządek prawny i społeczny, zjawiskiem. To lobby w Polsce nie miałoby szansy szerzej zaistnieć, gdyby nie finansowe wsparcie jakie organizacje LGBT i organizacje lewicowe (stowarzyszenia i fundacje) otrzymują poprzez różnego rodzaju zagraniczne instytucje. Dzieje się tak od początku istnienia III RP, a nawet jeszcze wcześniej, kiedy organizacje walczące o „prawa człowieka” w PRL mogły liczyć na granty od zachodnich fundacji.

Działacze środowisk lewicowych i LGBT opanowali również wiele instytucji publicznych. Co oczywiście sprawia, że, zamiast większości, służą mniejszości. W tym wypadku mniejszości homoseksualnej. Jedną z takich przyjaznych instytucjonalnych przystani dla homoseksualistów stał się Instytut Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Wykorzystując powagę PAN, środowiska te mogą prowadzić nie tylko swoją agitacyjną działalność pod pozorem naukowości, ale również otrzymują na swoje badania granty. Wszystko to ma służyć przekonaniu społeczeństwa, że homoseksualiści w zasadzie postępują i zachowują się podobnie jak osoby heteroseksualne, tyle tylko, że „kochają inaczej”.

ADVERTISEMENT

„Rodziny z wyboru w Polsce. Życie rodzinne osób nieheteroseksualnych”

Raport „Rodziny z wyboru. Życie rodzinne osób nieheteroseksualnych” mógł powstać właśnie dzięki wsparciu finansowemu ze „środków budżetowych na naukę w latach 2013-2024 (grant „Ideas Plus”) realizowanego w Instytucie Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Pod raportem podpisane są trzy panie: Joanna Mizielińska (szefowa owego projektu), Marta Abramowicz oraz Agata Stasińska. Co łączy owe panie, oprócz tego, że zajmują się nauką? Wszystkie trzy są zdeklarowanymi lesbijkami i aktywistkami. Ich raport zaś dotyczy związków homoseksualnych, które mają pod swoją opieką również dzieci.

„Rodziny z wyboru” – propaganda

Media liberalno-lewicowe w roku 2014 oczywiście nie mogły przejść obojętnie obok takiego raportu. W końcu powstały badania na temat „tęczowych rodzin” i można było, posiłkując się zawartymi w Raporcie informacjami przekonywać społeczeństwo, że „tęczowe rodziny” są takie same jak normalne rodziny, gdzie rodzice są heteroseksualni.

Ponad dwa miliony osób, milion par, dziesiątki tysięcy wspólnie wychowywanych dzieci. Jakie są rodziny tworzone przez osoby nieheteroseksualne? Aż 90 proc. z nich deklaruje, że są szczęśliwe – pisała w październiku 2014 roku na portalu Gazeta.pl Wiktoria Beczek na temat raportu „Rodziny z wyboru w Polsce. Życie rodzin nieheteroseksualnych” sygnowanego przez Instytut Psychologii Państwowej Akademii Nauk i powołując się oczywiście na to co znalazło się w Raporcie.

ADVERTISEMENT

Dalej w artykule można było m.in. przeczytać, że: Rodziny z wyboru to rodziny tworzone przez osoby nieheteroseksualne, w Polsce nie mające ani społecznego, ani prawnego wsparcia. To, że chcą być rodziną i tak się nazywać, jest kwestią wyłącznie ich wyboru. Geje, lesbijki i osoby biseksualne to przynajmniej 5 proc. społeczeństwa, a więc w Polsce ok. 2 milionów osób. Szacuje się, że połowa z nich żyje w związkach intymnych, część z nich wychowuje dzieci. (…)

W artykule znalazła się informacja, że nie ma żadnych danych co do rzeczywistej liczby homoseksualistów w Polsce. To jednak nie przeszkadza szefowej programu „Rodziny z wyboru” w stwierdzeniu w rozmowie z Gazeta.pl, na podstawie owych „statystyk”, że:
– To by oznaczało, że w Polsce par jednopłciowych jest ponad milion. Z tego 9 proc. ma dzieci, co już wynika z naszych danych. (…)

Skoro oficjalne statystyki nie mówią nic na temat tego, ile rzeczywiście jest w Polsce osób homoseksualnych, to w związku z tym nie można również ocenić  ile jest w Polsce par homoseksualnych, które wychowują dzieci. Liczba „90 tysięcy” jest po prostu wzięta z sufitu.

ADVERTISEMENT

Rozmowę z szefową projektu przeprowadził również redaktor Jacek Żakowski (tygodnik Polityka).

– Dla dzieci naturalna jest taka rodzina, w jakiej się wychowują. Dopiero od społeczeństwa mogą się dowiedzieć, że tak nie jest. Według rodziców ponad 80 proc. dzieci zareagowało pozytywnie albo bardzo pozytywnie na wiadomość o nieheteroseksualnym związku swoich rodziców – wyjaśniała Joanna Mizielińska. A dalej w rozmowie przekonywała już wprost, że rodziny homoseksulane są po prostu lepsze od tradycyjnej rodziny.

(…) pod pewnymi względami jest lepiej niż w tradycyjnych rodzinach. Z badań zachodnich wiemy, że dzieci lesbijek żyjących w rodzinie z wyboru mają częstsze kontakty z biologicznymi ojcami niż dzieci heteroseksualnych kobiet, których małżeństwa się rozpadły i które weszły w nowe związki. Rodzice społeczni znacznie częściej niż ojcowie w tradycyjnej rodzinie uczestniczą w wychowaniu dzieci – od odrabiania lekcji po podejmowanie decyzji wychowawczych i organizowanie rozrywki. W polskiej tradycyjnej rodzinie większość związanych z dziećmi obowiązków spoczywa na kobiecie.

– Z zachodnich badań śledzących losy dzieci wychowanych w rodzinach nieheteroseksualnych wynika, że w dorosłym życiu tworzą udane relacje. I nie mają większych niż ich rówieśnicy wychowani w rodzinach heteroseksualnych problemów z tożsamością płciową czy seksualną. Za to są bardziej empatyczne. A z najnowszych badań australijskich wynika, że są zdrowsze. (…) Pewnie dlatego, że rodziny z wyboru bardziej dbają o siebie, a zwłaszcza o dzieci, które nie są takim „dobrem oczywistym” jak w tradycyjnej rodzinie.

Związki homoseksualistów są nietrwałe

Związki homoseksualne są niestałe i potwierdza to sam Raport: „Dosyć często zdarzało się, że osoby nieheteroseksualne tworzyły w przeszłości związki z osobami płci przeciwnej. Związki o takim charakterze były udziałem 61% badanych, w tym 28% respondentów tworzyło taki związek tylko raz, jedna czwarta była w 2 lub 3 związkach, natomiast 7% w przeszłości było w co najmniej trzech tego typu relacjach”. „Wcześniejsze związki o charakterze heteroseksualnym częściej tworzyły kobiety niż mężczyźni. W przeszłości było w takim związku 71% kobiet w stosunku do 47% mężczyzn”.

Średnia długość trwania obecnego związku wynosiła 4 lata. Połowa osób badanych była w związkach trwających nie dłużej niż 3 lata. Najdłuższy związek respondentów trwał 42 lata, natomiast minimalny czas trwania związku, który stanowił wymóg kwalifikacji do badania, wynosił 6 miesięcy. Prawie co piąta osoba badana (19%) była w związku trwającym 2 lata, natomiast 17% ankietowanych tworzyło relacje, których czas trwania nie przekraczał roku. Związek dłuższy niż 10 lat zadeklarowało 7% osób.”

Takie wyniki, wskazujące na krótkie staże związków, nie dziwią skoro średnia wieku ankietowanych to około 30. lat. Skoro więc taka średnia wieku to oczywiście logiczne jest, że dłuższy okres trwania związku jest po prostu niemożliwy. Ale nie do końca tak to wygląda. W innym pytaniu ankietowym, w którym pytano o liczbę wcześniejszych związków homoseksualnych, aż 77% respondentów odpowiedziało, że wcześniej była w innym takim związku. Przy czym 23% w jednym, kolejne 23% w dwóch, 15% w trzech, 11% w czterech. Przypomnijmy, że średnia wieku respondentów to 30.

Patrząc na powyższe informacje zawarte w Raporcie „Rodziny z wyboru” jasno wynika, że zmiany partnerów w środowisku homoseksualnym są czymś naturalnym. Oznacza to również, że jakiekolwiek porównywanie takiej „rodziny” do tradycyjnej rodziny nie ma żadnego sensu, a mówienie w wywiadach, że dziecko z takich „rodzin” – w której mamusia lub tatuś zdążyli wymienić sobie partnerów jeden, dwa czy trzy razy – są bardziej empatyczne czy zdrowsze to jest czysta propaganda.

Badania, które przeprowadziły Mizielińska, Abramowicz i Stasińska były przeprowadzone metodą „kuli śnieżnej”. W raporcie tak wyjaśniona jest ta metoda badawcza: „polega ona na tym, że z wybranej populacji losuje się pierwszego respondenta/respondentkę, który wskazuje swoich znajomych jako kolejnych ankietowanych, a oni z kolei umożliwiają dotarcie do swojego kręgu znajomych”. Przy czym w samym raporcie autorki wskazują kto szczególnie był pomocny w poszukiwaniu respondentów. Było to takie organizacje jak Kampania Przeciw Homofobii, Lambda Warszawa, Trans-Fuzja oraz Fundacja Replika wydająca czasopismo Replika oraz portale internetowe, „które wsparły rekrutację osób badanych”, takiej jak: Queer.pl, Kumpello.pl, Kobiety-kobietom.com, Fellow.pl i Fille.pl.

Wynika z tego, że badanie było przeprowadzone wśród „elity” LGBT. Osób które albo są aktywistami homoseksualnymi, albo w mniejszym lub większym stopniu interesują się tym co się dzieje w tzw. społeczności LGBT. Jak wynika bowiem z raportu aż 38% z 3038 ankietowanych wyraziło „zaangażowanie w działalność na rzecz osób LGBT”. Jak widać, owa „elita” nie jest w większości zainteresowana tworzeniem trwałych związków, pomimo tego to środowisko walczy o prawa do zawierania „małżeństw” i adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Nie dziwi w takim wypadku, że ponad połowa respondentów (54%) nie czuła związku z żadną religią czy Kościołem. Jasnym w tym wypadku się staje dlaczego środowiska LGBT są tak agresywne w stosunku do Kościoła Katolickiego.

Dzieci homoseksualistów w Polsce to dzieci z rodzin rozbitych

Związki homoseksualne jak już się zorientowaliśmy są związkami przygodnymi. Ta przygoda może trwać kilka, kilkanaście miesięcy, góra kilka lat. Związki z dłuższym stażem to sytuacje wyjątkowe. Można powiedzieć wyjątki potwierdzające regułę. Patrząc tylko z tej perspektywy, kiedy podejmuje się ocenę homoseksualnej „rodziny”, można zauważyć, że nie gwarantuje ona dzieciom żadnej stabilności.. Homoseksualiści bowiem nie są w stanie tworzyć trwałych związków. Potwierdza to zresztą kolejne wynik badania ankietowego. Wśród 3038 respondentów 9% zadeklarowało, że ma dziecko, a 61% z tych dzieci zostało poczętych we wcześniejszym związku heteroseksualnym. Oznacza to, że w większość z tych dzieci to po prostu dzieci z rodzin rozbitych. I niestety, dzieci te dotknęło dodatkowe nieszczęście, że znalazły się z przymusu w środowisku homoseksualnym, czyli są wychowane np. przez biologicznego rodzica, który postanowił sobie poeksperymentować z przedstawicielem tej samej płci.

Na zakończenie raportu czytamy: Fakt, że nieomal wszyscy respondenci uznali partnera/partnerkę za rodzinę, świadczyć może o tym, że w istocie to właśnie wybór, nie zaś fakt rejestracji związku czy też posiadania dzieci stanowi dla nich podstawę „założenia rodziny”.

Czytając uważnie Raport wynika jasno, że nic takiego jak „rodzina z wyboru” nie istnieje. Nie ma czegoś takiego jak rodzina nieheteroseksualna. A fakt, że „nieomal wszyscy respondenci uznali swojego partnera za rodzinę” to tylko potwierdza. Uznali to respondenci którzy w 77% przecież uznawali wcześniej zapewne również za rodzinę poprzedniego swojego partnera. Czy czas trwania związków rodzinnym możemy liczyć na miesiące? Czy rodzina może trwać tylko kilka lat po czym następuje zmiana i jest nowa, lepsza rodzina, a potem znowu następuje kolejna zmiana i mamy następną rodzinę?

A do tego chce nas przekonać Raport, w którego wstępie czytamy:”Stwierdzenie, że więzi emocjonalne (miłość, wsparcie, opieka, troska) decydują o tym, że ktoś jest rodziną, zyskuje coraz więcej zwolenników. Częściej mówi się o tym, iż rodzina przestaje być instytucją, a staje się sprawą prywatną, wyboru właśnie, dlatego też pojawiają się otwarte próby jej definiowania”.

Źródło:
1. Raport „Rodziny z wyboru w Polsce”
2. Gazeta.pl
3. Tygodnik „Polityka”