Świadectwo

Ks. Kaczkowski: „I żyłem tak jak chciałem żyć, i byłem tym kim chciałem być”

Ks. Jan Kaczkowski, czerwiec 2015:
– Ja nigdy nie znosiłem świadectw [chodzi o świadectwa wiary, nawrócenia – przyp. red.]. Wkurzały mnie świadectwa, bo zawsze były na jedno kopyto. Byłem chłopakiem, który zawsze szedł pod prąd. W liceum dawałem czadu, chodziłem na imprezy – nie ma w tym nic złego jeśli się nie przegina – ja chyba kilka razy przegiąłem. I jak chodziłem dawno temu na takie świadectwa to wydawało mi się, że one takie bardzo w jednej sztampie, „że byłem takim zwykłym, niedzielnym katolikiem, chodziłem do kościoła co niedzielę, a potem spotkałem wspólnotę XYZ i nagle jestem dramatycznie inny, dramatycznie nowy”.

Świadectwo

– Jako duch przekorny powiedziałem sobie, że spróbuję się zbawić przez zwykły, niedzielny, parafialny katolicyzm. I wyobraźcie sobie co się stało… Przychodziłem do kościoła na taką zwykłą Mszę w tygodniu i patrzyłem na księdza, i myślałem sobie (…) albo ten śmieszny pan, który stoi za ławką (…) to są jakieś jedne, wielkie – sorry – jaja, albo coś w tym jest. I tak powolutku, powolutku dochodziło do mnie, że przecież ludzie nie mogą klękać przed andrutem. I to mnie zaczęło niepokoić i wchodziłem w to coraz głębiej, coraz głębiej. Pamiętam swoją pierwszą komunię, miałem księdza staruszka, który mnie przekonał, że w każdej najmniejszej cząstce konsekrowanego chleba jest On. Potem to zgubiłem, dopiero na poziomie liceum zaczęło to do mnie na nowo dochodzić.

ADVERTISEMENT

Potem zobaczyłem taki stary mszalik, taką książeczkę po łacinie i po polsku, gdzie była opisana stara Msza Święta na którą chodził jeszcze mój tata. I to mnie bardzo zaciekawiło. I dopiero tam ktoś poważnie mnie potraktował i wyjaśnił o co w tym wszystkim chodzi. I przyszedł taki moment, kiedy po jakiejś koszmarnej imprezie, na dużym „dyskomforcie”, trafiłem do spowiedzi po wielu latach. (…) Trafiłem na staruszka jezuitę. Z moich grzechów absolutnie nie wydawało się, abym miał być księdzem. A on mnie strzelił „Czy ty nie myślisz o byciu księdzem?”. (…)

– To mi nie dało spokoju i zacząłem drążyć. I w końcu po tej głębokiej, naprawdę głębokiej spowiedzi przystąpiłem do Komunii Świętej poczułem, że to jest On. To już nie mogłem być taki sam. Oczywiście dalej chodziłem na imprezy, ale ta Komunia Święta, to przeżywanie liturgii pociągnęło mnie do seminarium. I zostałem księdzem. (…)

Po latach…

Strzał. Coś mi do głowy strzeliło. Dosłownie. Mam glejaka czwartego stopnia. I nie po to to mówię, aby się chwalić czy wyciskać z was łzy. To jest taki jeden z najbardziej złośliwych nowotworów. Przysięgam Wam, że nigdy się ani na Pana Boga nie obraziłem, ani nie wściekałem, bo jestem bioetykiem i wiem jak się nowotwory tworzą, że jest to tylko mutacja komórki nowotworowej. To jest przypadek, jak wypadki, jak wiele innych nieszczęść. Ale nie liczyłem na cud. Mówiłem z taką pychą lekką, że jestem otwarty na cud. I potem ja dojrzewam, też się zmieniam. I poczułem, że to jest bezczelność wobec Pana Boga. Skoro Ewangelia mówi „kołaczcie, dobijajcie się, proście a będzie wam dane” to ja w pewnym momencie mówię „Jesteś bezczelny Kaczkowski” i powiedziałem sobie „Muszę inaczej, muszę się otworzyć, muszę kołatać”. Ale bez przywiązania do efektu. To znaczy, proszę Pana Boga o cud – czy on się wydarzy tego nie wiem – błagam, kołaczę, ale mam taką modlitwę, którą mnie jeszcze nauczyli jezuici: Przyjmij, Panie, całą wolność moją; przyjmij pamięć, rozum i całą wolę. Wszystko co mam i co posiadam, Tyś mi to dał. Tobie to oddaję i całkowicie zgadzam się z panowaniem Twej woli.

ADVERTISEMENT

– I były takie dwa momenty w moim życiu, kiedy mi było bardzo trudno powiedzieć ten fragment całkowicie zgadzam się z panowaniem Twej woli. Wtedy kiedy mnie nie chcieli święcić, bo nie chcieli mnie wyświęcić na księdza, bo powiedzieli, że będę ośmieszeniem kapłaństwa. (…) I drugi raz (…) kiedy odebrałem w trakcie tej choroby [glejaka – przyp. red.] niepomyślne wyniki (…) i zdziwiłem się, że wsiadłem do taksówki i powtórzyłem z pełną konsekwencją te słowa całkowicie zgadzam się z panowaniem Twej woli.

– A potem normalna taka rzecz, że wszedłem pod prysznic i usłyszałem w radiu taką piosenkę „I żyłem tak jak chciałem żyć, i byłem tym kim chciałem być”…

– Przygoda z Panem Bogiem, kapłaństwo jest najbardziej fascynującą rzeczą która mogła mi się przydarzyć w życiu. (…)

=====

ADVERTISEMENT

Ks. Jan Kaczkowski był jednym z założycieli Puckiego Hospicjum Domowego, a w latach 2007-2009 nadzorował budowę Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio. Został następnie jego dyrektorem i prezesem zarządu. Od urodzenia miał niedowład lewostronny i bardzo silną wadę wzroku. Po kilku latach walki z glejakiem mózgu, latem 2016 roku, zmarł w wieku 39 lat.