NWO

Druga rewolucja amerykańska, czyli jak bogacze stają się jeszcze bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi

W latach siedemdziesiątych XX wieku grupa rządząca, z rodziną Rockefellerów na czele, zdecydowała się na pełną zmianę zasad podziału własności w społeczeństwie, przygotowując się do obalenia stopniowo tworzonego od czasów Wielkiego Kryzysu systemu państwa dobrobytu, zniesienia różnorodnych ograniczeń dla ekspansji własności bogatych i przesunięcia szali wagi rozdziału własności ponownie w swoim kierunku.

W roku 1973 John Rockefeller opublikował książkę zatytułowaną The Second American Revolution, będącą dźwiękiem rogu ponaglającego do przystąpienia do walki w bitwie o podział własności. Rockefeller wyraźnie oznajmił, że rząd musi przeprowadzić zdecydowane reformy, zmniejszyć zakres swojej władzy, „w największym możliwym stopniu przenieść rolę i obowiązki rządu w ręce osób prywatnych”. W swojej książce wybrał kilka przykładów ekonomicznych uwypuklających brak konieczności istnienia nadzoru państwowego dla finansów czy handlu, ponadto stwierdził, że wspieranie programów socjalnych jest marnotrawstwem pieniędzy. Wyłącznie pozbawiony jakichkolwiek ograniczeń, goniący za zyskiem, kompletny system finansowy mogą stać się źródłem i motorem rozwoju USA.

ADVERTISEMENT

Gdy zagrzmiała The Second American Revolution Rockefellera, rozpaliła długo tłumione w sercach bogaczy płomienne pragnienie ponownego rozdzielenia społecznej własności. W Stanach Zjednoczonych podniosła się fala neoliberalizmu. Pod kierownictwem bogaczy uczeni przystąpili do wściekłego ostrzału, kręgi myślicieli, artystów, media rozpoczęły wielką akcję krytyki poczynań rządu, zarzucając mu małą efektywność, brak sił, marnotrawstwo, deficyt, inflację. Grupa 10 procent najbogatszych sprytnie pożyczyła od 90 procent biednych niezadowolenie z wysokiej inflacji z lat siedemdziesiątych XX wieku, z wielką siłą przygotowując roztrzaskanie dyb nadzoru rządowego nad światem finansjery oraz międzynarodowymi korporacjami.

Szczerze mówiąc, redystrybucja własności społecznej przez rząd i jego wsparcie dla publicznych programów socjalnych przeszkadzały bogatym w zdobyciu prawa do swobodnego posiadania własności. W takim świecie rząd nie może ograniczać bogaczy w wyciskaniu własności z biednych, lecz ma obowiązek powstrzymywać biednych przed oporem.

W roku 1976, „Druga rewolucja” grupy bogaczy zaczęła być wprowadzana w życie. Dzięki pomocy Rockefellera elitarna Komisja Trójstronna wybrała zupełnie nie rzucającego się  w oczy gubernatora stanu Georgia, Cartera, na kandydata na urząd prezydenta USA. 26 najważniejszych członków Komisji Trójstronnej stanęło po stronie Jimmy Cartera, choć większości z nich sam Carter nigdy nawet nie spotkał. Nadzór finansowy od czasów Cartera zaczął ulegać rozluźnianiu, a jego następca, Ronald Reagan, uczynił z likwidowania nadzoru oraz prywatyzacji rdzeń swojej aktywności politycznej. George H. Bush kontynuował tę politykę, zaś ustawa o modernizacji finansów Billa Clintona załatwiła problem  jednym ruchem, całkowicie usuwając nadzór rządowy poza teren branży finansowej. Później George W. Bush, niczym uczeń, który przerasta mistrza, zapowiedział zamknięcie rządu w klatce. Również Obama nie zawiódł oczekiwań grupy bogatych, a różnice w podziale własności osiągnęły rekord w historii Stanów Zjednoczonych.

ADVERTISEMENT

Systemowa chciwość zaczęła przebijać się przez wszystkie ograniczenia, grupa bogaczy skutecznie usuwała rząd z poszczególnych sektorów gospodarki. Sektor publiczny był prywatyzowany, nadzór finansowy uwalniany, zachodziła monopolizacja dokonywana przez międzynarodowe korporacje, zasięg i rozmiar banków uległy olbrzymiemu powiększeniu, raz za razem grzmiały głosy wzywające do „likwidacji nadzoru” we wszystkich dzielnicach.

Czyje życie zrewolucjonizowali bogacze? Widać, że rewolucja nie oszczędziła biednych i rządów. W ciągu 30 lat od roku 1978 do 2008 udział bogaczy w dochodzie kraju stopniowo piął się w górę i ponownie osiągnął poziom z 1927 roku. 10 procent bogaczy otrzymuje 50 procent krajowego dochodu, natomiast 0,1 procent superbogaczy samodzielnie otrzymuje zdumiewający udział 10,4 procent krajowego dochodu. W zestawieniu z tymi liczbami deficyt budżetowy staje się coraz większy, skala emisji obligacji skarbowych pnie się w górę prostą linią, rządy lokalne stają przed widmem bankructwa, a dochód 90 procent biednych cofnął się do poziomu z roku 1970.

Niespodziewane podobieństwa historyczne są uderzające. Kiedy 10 procent bogaczy miało 50 procent udziału w łącznym dochodzie, punkt równowagi został zachwiany i kolejny kryzys gospodarczy w skali podobnej do Wielkiego Kryzysu z lat trzydziestych XX wieku spadł na kraj. Ożywienie na rynku pracy w identyczny sposób ślimaczy się i napotyka na poważne trudności, efekty luźnej polityki monetarnej są tak samo słabe, natomiast podział na biednych i bogatych jest w roku 2013 ostrzejszy w porównaniu z rokiem 2007, część dochodu zabierana przez bogatych nie spada, lecz nieustannie się powiększa.

ADVERTISEMENT

fragment z książki Song Hongbinga Wojna o pieniądz 4. Cisza przed burzą